Mail
Panie Piotrze,
piszę, gdyż szukam czytelnika. Nie wiem, czy to szczęśliwy ruch, ale szukam wśród tych, których sam czytałem, którym coś zawdzięczam. To na początek. Owszem to może być pretekst. Może brak ogłady kieruje moimi myślami. Brak doświadczenia. Brak sławy. Być może, ale co pisać w takim liście? Nie da się wykluczyć jakiejkolwiek Pana reakcji. Zapanować, wpłynąć, postawić na swoim. Można do Pana napisać. Poprosić. Czekać. Tyle.
Tłumaczyć kim jestem byłoby daremne. Pan mnie nie zna. Piszę wiersze, ale nie ma w annałach mojego nazwiska. Pomijam swoją biografię, gdyż o nic nie pytany nie wiedziałbym co napisać, co więcej, wydawałoby mi się to natręctwem. Już teraz, gdy piszę, samo zwracanie się do obcego ze swoją sprawą, przez obcego, którym dla Pana jestem, wydaje mi się nieprzyzwoite. Pana sprawa? Nie. Nie, ale cały szkopuł w tym, że pragnąłbym, aby się stała. Po to piszę. Chciałbym Panu wysłać książkę, którą składam. Jeśli Pan, ze swojej strony, pragnąłby ją otrzymać, to proszę wskazać adres na który mógłbym nadać przesyłkę. Wolałbym nie wysyłać wersji elektronicznej, tylko tradycyjną książkę. Egzemplarz, który może Pan trzymać w ręce. Którego kartki można wyrwać. Na którym można pisać długopisem. Będę wdzięczny za informację zwrotną. Co zostaje po lekturze tych wierszy? Nie ma potrzeby być delikatnym, gdyż nader wszystko chciałbym usłyszeć czytelnika. Do wiadomości załączyłem opis pewnych okoliczności, które towarzyszyły powstawaniu książki, coś, co pozwoli Panu sobie wyobrazić, czego się spodziewać,
Marcin Mokry