Marcin Mokry Bio
czytanie. pisma        świergot        żywe linie nowe usta        solarysze
eng        pl
〔6〕
Mail
x



Drogi Panie,

dziękuję za komentarz. Nad kondensacją będę myślał. Jest Pan kolejną osobą, która taki zabieg sugeruje. Nie chciałbym natomiast utracić faktu, że to jedno i to samo czasopismo. To dla mnie ważne. Z drugiej strony, podczas prac, sama adaptacja okazała się szybko niewystarczająca. Zbyt mglista i właściwie odtwórcza. Powstał więc drugi blok tekstów. Zdaję sobie sprawę z tego, że ostatecznie ich rozpiętość jest rzeczywiście znaczna. Dwie poetyki i jeden poeta - czyż to nie nazbyt wiele szczęścia? Sugeruje Pan, że przyczyn tego zjawiska może się czytelnik doszukiwać w niezdecydowaniu autora. W sytuacji w której go stawiam ma prawo wysunąć podobną wątpliwość, lecz moja diagnoza będzie inna. W słowie wstępu informowałem Pana o tym, że "wyznaczyłem sobie pewne zasady", jak również, że "rygorystycznie podszedłem do interpunkcji", w tonie, który mógł sugerować chłodne działania awangardowego konceptualisty. Proszę mi jednak wierzyć, że przede wszystkim to ratunek. Gdyby nie konsekwencja z jaką trzymam się jakichkolwiek, ale raz podjętych decyzji, popadłbym w bełkot. Tekst by się rozlazł. Roszczenia słów do wzajemnych związków są bezgraniczne. Gramatyka pozwala je ustalić i opanować. Autorzy książek z zakresu gramatyki generatywnej budzą mój podziw na równi z autorami podręczników z chemii organicznej. Co za szczęście być w stanie rozbijać słowa na molekuły i dowolnie łączyć wedle ścisłych prawideł. Nie jestem zdolny posiąść podobnego wtajemniczenia. Czasem podczas pisania orientuję się, że jestem w miejscu z którego nie sposób się wydostać. Kolejne warianty zdań okazują się chwiejne i niestabilne. Jestem bezsilny wobec ich rozkładu. Czyż nie mówi się o materii słów? Ich wadze? O częściach mowy? Gramatyka jest inżynierią, wiedzą pozwalającą właściwie ocenić działające w języku siły, by mogły służyć ludziom. Język bez gramatyki jest bezlitosnym żywiołem. Gdy wobec tych zjawisk staje człowiek nieuczony, który nie może liczyć na aparaturę do analizy, będzie starym zwyczajem się modlił. Usiłuję mówić, mimo że kaleczę język. Powyższe wyjaśnienia dotyczą przede wszystkim moich wierszy, ale tłumaczą również, dlaczego tak nonszalancko pozwalam sobie na eksperymenty. To konieczność. Inaczej czekałaby mnie afazja. 

Jeszcze jedna sprawa. Muszę nadwyrężyć Pana uprzejmość i zapytać: co Pan rozumie przez to, że „wiersze w części "Prozy" są znakomite”? Nie musi Pan oczywiście odpowiadać. Nie pytam z powodu wścibstwa. U moich znajomych teksty, które piszę, uchodzą za hermetyczne, są wobec nich bezradni, a Pan, skoro to napisał, musiał coś w nich znaleźć. Jeśli zachowuję się jak pijawka, proszę mi wybaczyć i utrzeć mi nosa.

Ponieważ zbliża się czas świąt, ślę Panu niedawno napisany wiersz, wciąż niepewny, ale tkwi w nim intuicja Wielkiej Nocy. 

Dziękuję za poświęcony czas. 

Marcin Mokry