Mail
Panie Piotrze,
dziś nadałem przesyłkę. Nie musi Pan niczego obiecywać. Sama gotowość dużo dla mnie znaczy. Wiem jak w życiu może być ciasno. W mojej sytuacji, człowieka, który nie obraca się w środowisku, każdy rozmówca, tu przepraszam za tak wielkie porównanie, jest niczym goście odwiedzający Abrahama pod dębami Mamre. Budzący radość. Przynoszący słowo, którego się nie spodziewa. W tym przypadku to jednak ja Pana nachodzę, ale proszę mi wierzyć, że w dzień upału. Długo pracuję nad swoją książką, wiele o niej jeszcze nie wiem, staram się zrozumieć, wiersze powstają, bywają skreślane, słowem, piszę ją jeszcze, a staje się nieznośnie ciężka z każdym kolejnym miesiącem. Spiekotę powoduje to ciągłe bycie samemu wobec tej książki, a nie po to się pisze. Znaleźć rozmówcę, poza tym jednym, którego mam, a który jest już zbyt bliski, to teraz najważniejsze dla mnie przedsięwzięcie. Proszę mi wierzyć, ja nie potrzebuję tej książki wydać, ja potrzebuję, żeby ją ktoś przeczytał, aby dowiedzieć się, czy moje pismo w drugim cokolwiek budzi.
Przepraszam, że tak wiele napisałem o sobie. Zwróciłem uwagę na informacje o pańskiej chorobie. Wszystko co mógłbym napisać, z daleka i obcy, byłoby jedynie uprzejme. Mam nadzieję, że ma Pan przy sobie bliskich.
Marcin Mokry